Schyłek partii klasowej
Polskie Stronnictwo Ludowe jest w stanie wejść w koalicję zarówno z Platformą Obywatelską, jak i z Prawem i Sprawiedliwością, choć ten pierwszy wariant ma na razie więcej zwolenników wśród działaczy PSL. Ludowcy twierdzą, że to efekt tego, iż są partią centrową, mającą "duże zdolności koalicyjne". Ale krytycy PSL przekonują, że jest to efekt raczej tego, iż stronnictwo Waldemara Pawlaka to typowa partia "obrotowa", która pójdzie z tym partnerem, który zaoferuje jej więcej władzy i stanowisk. Gdzie leży prawda?

PSL uważa się za kontynuatora ponadstuletniej tradycji ruchu ludowego. Stronnictwo, jakie znamy teraz, powstało w 1990 r. na Kongresie Jedności Ruchu Ludowego. PSL utworzyły: Polskie Stronnictwo Ludowe - Odrodzenie, powstałe na bazie Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, Polskie Stronnictwo Ludowe (wilanowskie), skupiające głównie działaczy PSL z lat 1945-1947, oraz inne mniejsze ugrupowania ludowe. Twarzą odnowionego ruchu ludowego byli m.in. działacze rolniczej "Solidarności", którzy zapewniali wiarygodność byłym działaczom ZSL - satelity PZPR w latach Polski Ludowej. To dlatego prezesem został wtedy Roman Bartoszcze. Gdy jednak w wyborach prezydenckich w 1990 r. uzyskał tylko nieco ponad 7 proc. głosów, "stara gwardia" doprowadziła do jego odwołania i miejsce Bartoszcze zajął Waldemar Pawlak. Kolejne lata stwarzały wrażenie, że PSL zdominowało wieś, a jednocześnie pozbyło się garbu PRL, który wciąż towarzyszył postkomunistycznej lewicy.

Satelita z autonomią
PSL jako samodzielne ugrupowanie działało po wojnie tylko do 1947 r., gdy z kraju musiał uciekać prezes stronnictwa Stanisław Mikołajczyk. Powojenne represje dotknęły tysiące działaczy, wielu zamordowano, uwięziono, łamiąc wszelki opór. W tej atmosferze łatwo doszło do "zjednoczenia" ruchu ludowego i powstało Zjednoczone Stronnictwo Ludowe.
Do 1956 roku ZSL było w pełni kontrolowane przez komunistów, PZPR zmuszała ludowców do popierania idei kolektywizacji, która stała w jawnej sprzeczności z tradycjami partii kierowanej w przeszłości przez Wincentego Witosa. Trzeba jednak przyznać, że nawet w tej sytuacji część działaczy zdobywała się na odwagę, aby się temu przeciwstawić. Po dojściu do władzy Władysława Gomułki, kontrola PZPR mocno zelżała i ZSL mogło sobie pozwolić na więcej samodzielności. Partia oddała ludowcom wieś, a ZSL unikało głębszego angażowania się w sprawy "miasta i klasy robotniczej".
Ważne okazało się i to, że stronnictwo zasilili ludzie, którzy wcześniej działali w PSL, ludowcy powołali także Związek Młodzieży Wiejskiej (1957), usamodzielnili się finansowo, mieli własne wydawnictwa i tytuły prasowe.
ZSL było mocno osadzone w terenie, wielu rolników, dyrektorów spółdzielni rolniczych, banków spółdzielczych, nawet nauczycieli i lekarzy należało do stronnictwa. Po 1956 roku ludowcy unikali także atakowania Kościoła. Co więcej, wielu działaczy jawnie demonstrowało swoją religijność, co miało duże znaczenie w środowisku wiejskim dla ich wiarygodności.

Zrywamy więzy
Po wyborach w 1989 roku ludowcy, wespół ze Stronnictwem Demokratycznym, wykorzystali sytuację polityczną do zerwania więzów z PZPR. Paradoksalnie, ówczesny prezes ZSL Roman Malinowski lepiej odczytywał nastroje społeczne niż część ludzi "Solidarności" i wiedział, że warto naruszyć część ustaleń zawartych przy Okrągłym Stole. Zawiązanie koalicji ZSL - SD - Obywatelski Klub Parlamentarny umożliwiło powstanie rządu Tadeusza Mazowieckiego. Dla ludowców rozpoczął się też nowy etap historii.
Malinowski musiał odejść, żeby doszło do zjednoczenia ruchu ludowego. Jego miejsce zajął wspomniany już Roman Bartoszcze. Gdy pozbawiono go funkcji po nieudanych wyborach prezydenckich, stronnictwo zdominowali dawni działacze ZSL. Paradoksalnie wynik Bartoszcze, choć niski, okazał się najwyższy wśród wszystkich kandydatów PSL w wyborach prezydenckich. Ani Waldemar Pawlak (1995), ani Jarosław Kalinowski (2000 i 2005) nie zdobyli więcej głosów.
Ale dzięki Bartoszcze PSL zyskało wiarygodność. Natomiast Waldemar Pawlak, choć był młody (miał 32 lata), już od 1985 roku działał w ZSL. Jego współpracownikami też byli dawni zeteselowcy. To jednak nie przeszkadzało PSL w dobrej współpracy ze wszystkimi graczami na scenie politycznej, od lewicy (SLD) po ugrupowania postsolidarnościowe, nie wyłączając obozu Lecha Wałęsy. Szybko do ludowców przylgnęła etykieta partii obrotowej, której zależy tylko na władzy i stanowiskach. Ze względu na swoją historię była to jedyna partia, z którą mogli współpracować postkomuniści, a jednocześnie przed ewentualną koalicją z Pawlakiem nie wzdragała się i prawica.
Trzeba też jednak uczciwie podkreślić, że strona solidarnościowa straciła na początku lat 90. niepowtarzalną szansę związania PSL na trwałe z prawicą. W dużej części był to efekt lekceważenia elektoratu wiejskiego, patrzenia z góry na działaczy PSL przez przywódców stronnictw solidarnościowych. Grzech pychy i arogancji okazał się zgubny, historia pokazała, że po wielu tych partiach nie ma już śladu, a PSL mimo wszystko przetrwało.

Szybko przy władzy
Niewątpliwie punktem zwrotnym w historii PSL w czasach III RP było powierzenie fotela premiera Waldemarowi Pawlakowi. Lech Wałęsa wyznaczył go na to stanowisko 5 czerwca 1992 roku, tuż po "nocnej zmianie", gdy antylustracyjna koalicja z udziałem PSL obaliła rząd Jana Olszewskiego. Wtedy Polacy także bliżej mogli poznać małomównego i flegmatycznego w zachowaniu Pawlaka (przylgnęły potem do niego różne przezwiska, z których jedno z barwniejszych brzmiało "portret pamięciowy"), którym, jak się wydawało, dowolnie sterował Wałęsa i jego polityczni sojusznicy. To były tylko pozory.
Misja Pawlaka trwała 33 dni, bo gdy powstała szeroka koalicja od Unii Demokratycznej po Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, premierem została Hanna Suchocka. Krótki czas premierostwa wystarczyło, żeby dwa lata później, po wyborczej klęsce partii solidarnościowych, Pawlak stał się naturalnym kandydatem na premiera. PSL postawiło takie żądanie w negocjacjach z SLD, a ponieważ takie rozwiązanie odpowiadało też postkomunistom, obie partie szybko się dogadały. Aleksander Kwaśniewski nie chciał być premierem, aby unikać konfliktów z Wałęsą, który mógłby mu zaszkodzić w przyszłych wyborach prezydenckich.
Tymczasem ludowcy, mając premiera, obsadzili nie tylko część ministerstw, ale także wiele stanowisk w administracji państwowej. To wówczas krytykowano PSL za "ciąg na stanowiska".
W 1995 roku rząd Pawlaka uległ szantażowi Wałęsy (groził rozwiązaniem parlamentu) i premier podał się do dymisji, ustępując miejsca Józefowi Oleksemu. Koalicja jednak została utrzymana, podobnie jak stanowiska obsadzane przez ludowców.

Chude lata, Samoobrona i PSL "Piast"
Waldemar Pawlak zapłacił wysoką cenę za porażki polityczne i wyborcze, tracąc w 1996 r. partyjne stanowisko. Wrócił na nie w 2005 roku, po części na fali nostalgii za dobrymi czasami. Bo lata 1993-1997 to było apogeum potęgi PSL. Nigdy później w III RP stronnictwo nie miało tak silnej pozycji i tak realnego wpływu na rządy - obsadzało m.in. siedem ministerstw i znaczną część stanowisk wojewodów, szefów firm państwowych.
W 1997 roku PSL poniosło klęskę w wyborach, zdobywając tylko 27 mandatów (w 1993 r. - 130). W 2001 roku ich liczba wzrosła do 42. To wtedy PSL znów weszło w koalicję z SLD i dodatkowo z Unią Pracy. Objęło jednak tylko dwa ministerstwa (rolnictwa i środowiska). Dwa lata później PSL opuściło koalicję, ale mało jest ludzi, którzy by ludowcom z tego powodu współczuli.
W dodatku nad PSL niczym miecz Damoklesa zaczęła wisieć perspektywa utraty wiejskiego elektoratu na rzecz Samoobrony. Andrzej Lepper przez lata był uważany za element folkloru politycznego. Jednak stopniowe pogarszanie się sytuacji ekonomicznej rolników i mieszkańców wsi powodowało, że wielu wyborców PSL odwróciło się od swojej partii. A ponieważ PSL ponosiło współodpowiedzialność za zmiany gospodarcze lat 90. prowadzące do zubożenia polskiej wsi, musiało za to zapłacić utratą poparcia społecznego.
Aż do 2001 roku to zagrożenie było traktowane jako mało realne, gdy jednak w wyborach Samoobrona zdobyła 53 mandaty, okazało się, że ma ich więcej niż PSL. W 2005 roku ta przewaga stała się jeszcze większa (56 do 25). Wydawało się wtedy, że może to być początek końca PSL.
W dodatku w 2006 roku doszło do rozłamu w PSL. Grupa działaczy, na czele z eurodeputowanymi: Januszem Wojciechowskim, Zbigniewem Kuźmiukiem i Zdzisławem Podkańskim odeszła z PSL, a raczej została wyrzucona. Pretekstem była zmiana frakcji politycznej w Parlamencie Europejskim przez trójkę deputowanych, ale był to tylko finał programowych i personalnych sporów wewnętrznych w PSL. Część działaczy chciała bliskiej współpracy z PiS, ponadto domagali się rozliczenia zarządu za sprzedaż warszawskiej siedziby PSL. Wyrzuceni ludowcy zawiązali PSL "Piast". Nie kryli, że są zwolennikami podjęcia przez PSL rozmów z PiS, Samoobroną i LPR w sprawie powołania koalicji rządowej, która "zapewni Polsce stabilne rządy na najbliższe lata".
Kto wie, jak potoczyłyby się dalsze losy PSL, gdyby Samoobroną nie wstrząsnęła seria afer i skandali, które doprowadziły do rozbicia koalicji PiS, Samoobrona, LPR. Na korzyść partii Waldemara Pawlaka działa też to, że wciąż ma ona silną pozycję w samorządach wszystkich szczebli.

Gmina to nasz matecznik
PSL "od zawsze" ma w swoim gronie wielu radnych, wójtów, burmistrzów, starostów, a nawet niektórych marszałków województw. Matecznikiem ludowców są wiejskie gminy, gdzie w wyborach samorządowych PSL osiąga dużo lepsze wyniki niż w głosowaniu na posłów i senatorów. Z czego to wynika? Radnego czy wójta ludzie znają bardzo dobrze, ponadto obsadzanie swoimi ludźmi różnych stanowisk powoduje, że tworzy się naturalny elektorat popierający urzędującego wójta. Nie bez znaczenia jest i to, że PSL ma struktury w gminach, czego nie dorobiły się młodsze partie. A im dalej od dużego miasta, tym ma to większe znaczenie. W gminach podmiejskich, gdzie przeprowadziło się wielu "mieszczuchów", PSL traci swoje wpływy.
A o tym, jakie możliwości daje władza samorządowa, przekonuje przykład najbogatszego w kraju Mazowsza. Od 1998 roku, gdy odbyły się pierwsze wybory do mazowieckiego sejmiku, PSL cały czas obsadza stanowisko marszałka województwa. Najpierw był nim Zbigniew Kuźmiuk, a od 2001 r. funkcję tę pełni Adam Struzik. Taka władza daje zaś możliwość nie tylko dzielenia stanowisk, ale również ogromnych pieniędzy (roczny budżet województwa to w tej chwili prawie 3 mld złotych) z dotacji wojewódzkich na drogi, szkoły itd. Wiadomo, że łatwiej jest je uzyskać wójtowi z PSL, co sprzyja umacnianiu pozycji ludowców w terenie.

Partia typowo klasowa
PSL już kilkakrotnie podejmowało próby zerwania z mianem partii wiejskiej, chłopskiej, chcąc otworzyć się na inne środowiska. Było to działanie jak najbardziej racjonalne, bo tradycyjny elektorat ludowy systematycznie się kurczy. Wpływ na to ma rosnąca konkurencja na wsi ze strony najpierw Samoobrony, a teraz także PiS. I choć PSL próbowało różnych metod, to jednak efekty tych działań okazały się mizerne. Wybory w 1993 roku były jednorazowym sukcesem. Sprzyjała mu zastosowana po raz pierwszy ordynacja z progiem 5 proc., którego nie przekroczyły ugrupowania centroprawicowe i wypadły z Sejmu. PSL zdobyło wtedy jednak 15,4 proc. głosów. Tymczasem we wszystkich innych głosowaniach PSL osiągało zawsze wynik tylko jednocyfrowy. To nawet znacznie mniej niż udział ludności wiejskiej w całym społeczeństwie. A ponieważ i wśród rolników, i wśród ich rodzin PSL nie ma monopolu, to naturalne wydawało się poszukiwanie nowych wyborców. Efekty są niewielkie, co pokazały choćby wybory do parlamentu w 2005 roku. Dwa lata temu ludowcy zdobyli niecałe 7 proc. głosów. Okazało się, że PSL ma nikłe poparcie na Ziemiach Odzyskanych, gdzie kiedyś było najwięcej państwowych gospodarstw rolnych, a mniej małych i średnich gospodarstw indywidualnych, których właściciele to naturalny elektorat PSL. Także w dużych miastach, jak Warszawa, Poznań, Kraków, Łódź, Katowice, Wrocław ludowcy osiągnęli mizerne poparcie, najwyżej kilkuprocentowe. Lepiej było w Polsce wschodniej, gdzie jednak PSL zawsze cieszyło się sporym poparciem.
Siła stronnictwa tkwi także w tym, że ma ona silne powiązania z częścią rolniczych związków zawodowych. Przykładem mogą być wybory sprzed dwóch lat. W okręgu radomskim mandat dla PSL zdobył Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. Uzyskał wtedy prawie 7 tys. głosów. Jednak ponad 6,6 tys. głosów Maliszewski zdobył tylko w powiecie grójeckim, gdzie dominuje właśnie sadownictwo. Z tego wniosek, ze sadownicy gremialnie głosowali na swojego lidera. To sukces, ale znowu wskazujący na silne, klasowe oblicze stronnictwa.
Brak znaczącego poparcia w miastach to, zdaniem politologów, efekt wcześniejszej strategii PSL, które akcentowało w swoich programach przede wszystkim interesy i postulaty rolników. Zawsze, gdy PSL wchodziło do rządu, domagało się obsady stanowiska ministra rolnictwa, mniej jakby interesując się innymi resortami. Dlatego w świadomości społecznej partia ta stała się wyłącznie stronnictwem chłopskim. Jeśli więc inne grupy społeczne szukały partii, na które mogłyby postawić, omijały szerokim łukiem PSL, głosując na AWS czy teraz PiS. Nawet Samoobronie udało się zdobyć dość spore poparcie wśród drobnych przedsiębiorców czy pracowników najemnych rozczarowanych efektami przemian lat 90. PSL to się nie udało, w dużej mierze dlatego, że jest partią klasową. I nie widać, aby to miało się zmienić mimo zmiany akcentów w programie. Ale wyborcy programów nie czytają, trzeba ich przekonać w inny sposób. Pomysłów na taki polityczny marketing jednak ludowcom brakuje.

Prawica, lewica czy centrum?
Stronnictwo ludowe nie ma też jasnego oblicza ideologicznego. Co prawda większość dołów partyjnych i elektoratu PSL to osoby o tradycyjnych poglądach, religijne, przeciwne różnym "nowinkom", o nastawieniu konserwatywnym, antylewicowym. Jednak dość duża dyscyplina wewnątrz PSL i oczekiwanie na korzyści związane ze sprawowaniem władzy powodowały, że partia ta z łatwością zawiązywała sojusze z SLD. Dla ugrupowania, które rzeczywiście byłoby konserwatywne, antylewicowe, byłoby to nie do przyjęcia.
Z powodu tej polityki PSL było nazywane "arbuzem", który jest z wierzchu zielony, w środku czerwony. Jeden z bardziej znanych polityków, który był kojarzony z lewicą, to Roman Jagieliński, w przeszłości wicepremier i minister rolnictwa. Jagieliński nie krył zadowolenia z sojuszu z SLD, a gdy wyrzucono go z PSL, założył nowe ugrupowanie, które poparło w wyborach w 2000 r. Aleksandra Kwaśniewskiego. Rok później Jagieliński i jego współpracownicy startowali w wyborach z list SLD.
PSL wciąż jest partią, która jest gotowa na każdą koalicję. Miło o możliwej współpracy z PSL mówi choćby Platforma Obywatelska - obie partie współpracowały podczas ubiegłorocznych wyborów samorządowych. Zgodnie działają choćby w mazowieckim samorządzie, gdzie obsadziły niemal wszystkie możliwe stanowiska swoimi ludźmi i PSL bez wahania "wycięło" dawnych koalicjantów z PiS i LPR. Czy jednak to oznacza, że PSL staje się ugrupowaniem bardziej liberalnym? Raczej nie, bo gospodarczy liberalizm kojarzy się ludowcom bardzo źle. Górę więc bierze znowu polityczny pragmatyzm.
Z drugiej jednak strony zastanawiający jest start z list PSL w Warszawie Łukasza Foltyna, założyciela komunikatora internetowego gadu-gadu. Złośliwe komentarze mówiły o tym, że Waldemar Pawlak forsując Foltyna, kierował się swoją fascynacją komputerami i informatyką. Poza tym ludowcy niewiele ryzykują, bo dwa lata temu w Warszawie nie zdobyli nawet 1 proc. głosów. Foltyn więc mandatu zapewne nie uzyska, bo trudno oczekiwać, aby spowodował znaczny przyrost ludowego elektoratu.
Ale nie brakuje głosów krytycznych. - Przecież Foltyn to skrajna lewica: popiera aborcję, legalizację związków homoseksualnych i inne postulaty zgłaszane przez lewicę. Jak w takim razie pasuje do naszej partii? Jak wytłumaczyć zwykłemu działaczowi PSL, że idziemy z nim do wyborów? - usłyszeliśmy anonimowo od jednego z posłów PSL. - Jeśli jednak Foltyn zdobyłby mandat, to i tak PSL nie będzie miało z tego żadnych korzyści. Przecież jemu będzie po drodze z lewicą, a nie z nami, może więc szybko opuścić nasz klub. Może być i tak, że część ludzi do tej pory na nas głosujących zrazi się do PSL właśnie z powodu promowania ludzi ze skrajnej lewicy. A przecież powinniśmy pozostać ugrupowaniem centrowym - dodał parlamentarzysta.

Za Unią
Niewątpliwie spore straty PSL poniosło w momencie wejścia Polski do Unii Europejskiej, ale solidnie na to zapracowało. Negocjowane przez Jarosława Kalinowskiego warunki członkostwa w zakresie rolnictwa okazały się niekorzystne dla rolników (limity produkcji, ograniczenie interwencji na rynku, mniejsze dopłaty bezpośrednie niż dla rolników w Europie Zachodniej) i odpowiedzialność za to spada na PSL. Warto zauważyć, że w obecnej kampanii PSL nie chwali się swoimi europejskimi dokonaniami, bo nie jest to najwyraźniej argument, który przekona wyborców. PSL jest też niewidoczne w debatach o kształcie konstytucji UE i przyszłości Unii.
W dodatku PSL na europejskiej arenie prawie nie istnieje. W ostatnich dwóch latach negocjacje z Unią prowadzili albo politycy PiS, albo Samoobrony, naprawiając to, co PSL i SLD zepsuli w trakcie negocjowania traktatu akcesyjnego. Nawet reprezentacja PSL w Parlamencie Europejskim jest skromniutka. W 2004 roku ludowcy zdobyli cztery mandaty, ale teraz został tylko jeden - Czesława Siekierskiego - bo trzech eurodeputowanych wystąpiło z PSL, zakładając konkurencyjne ugrupowanie.

Jaka przyszłość?
Choć w większości sondaży partia Pawlaka nie przekracza 5 proc., co oznacza wypadnięcie z Sejmu, to jednak wydaje się mało prawdopodobne, żeby PSL nie przekroczyło progu wyborczego. Sztywny elektorat ludowy jest na tyle duży, że pozwala na zdobycie około 6-7 proc. głosów i część sondaży już to odzwierciedla. Otwarte pozostaje jednak pytanie, co będzie dalej, jaka przyszłość czeka PSL...
Najlepszym scenariuszem dla stronnictwa byłaby po pierwsze, klęska Samoobrony, a po drugie, możliwość wejścia do koalicji rządowej. Gdyby Samoobrona wypadła z Sejmu, PSL mogłoby mieć możliwość zwiększenia poparcia na wsi. Tym bardziej, gdyby się spełniły scenariusze, iż klęska wyborcza spowoduje rozpad Samoobrony, a partia ta zostałaby też pozbawiona subwencji z budżetu państwa i co za tym idzie, ograniczona zostałaby jej aktywność publiczna. W parlamencie zaś to PSL mogłoby kreować się na jedynego obrońcę wsi i rolników.
Ludowcy byliby w jeszcze lepszej sytuacji, gdyby jednocześnie udało im się wejść do koalicji rządowej, najchętniej z PO. Wówczas zapewne znowu objęliby resort rolnictwa. Dałoby to im możliwość obsadzenia setek stanowisk w urzędach i agencjach rolnych, realny wpływ na kształt budżetu państwa, funkcjonowanie gospodarki rolnej. Gdyby w dodatku utrzymała się dobra koniunktura gospodarcza w rolnictwie, rosłyby dochody rodzin wiejskich, PSL mogłoby się kreować na sprawcę tych sukcesów.
Najczarniejszy scenariusz dla P
SL to jednak albo samodzielne zwycięstwo PiS, albo koalicja PO - PiS. Wojciech Mojzesowicz, minister rolnictwa, już teraz przekonuje mieszkańców wsi, że głosowanie na partie chłopskie, czyli PSL i Samoobronę, to strata głosu. Jeżeli po wyborach PSL będzie dalej w opozycji, ta sytuacja sprzyjać będzie przejmowaniu kolejnych ludowych wyborców przez PiS i dalszej marginalizacji stronnictwa. W dodatku powstanie dużej kolacji bez Waldemara Pawlaka spowodowałoby zapewne również rozpad koalicji PO-PSL w samorządach i utratę przez ludowców wielu intratnych stanowisk. Te wybory mogą więc mieć dla PSL ogromne znacznie, na zasadzie "być albo nie być". Może się bowiem nawet okazać, że będzie to ostatni parlament, w którym będą zasiadali posłowie spod znaku zielonej koniczynki.
Krzysztof Losz
Dodane przez wybory dnia październik 15 2007 11:48:23 · 0 Czytaj dalej-komentuj-oceń · 1297 Czytań ·



Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej








Wróć do strony głównej < < WYBORY < <
Prawo i Sprawiedliwość ponownie pyta Platformę Obywatelską o billboardy, prawica zawiera wyborczą koalicję, a Samoobrona przygotowuje się do samodzielnego startu w wyborach. Kampania wyborcza powoli nabiera rumieńców.
Kampania z billboardami

Prawo i Sprawiedliwość oraz Lewica i Demokraci okopali się na swoich stanowiskach. Jarosław Kaczyński i Aleksander Kwaśniewski zapewne nawet nie myśleli o tym, aby podczas debaty przekonać do siebie wyborców konkurenta.
Debata Kaczyński kontra Kwaśniewski

Pani Beata Sawicka z Platformy Obywatelskiej była członkiem Rady Służby Publicznej przy Prezesie Rady Ministrów, więc jest raczej pewne, że służbę publiczną miała w małym palcu.
Ostatnia przysługa dla kraju

Jedynka w Rzeszowie dla Dariusza Kłeczka i dwójka w Warszawie dla Hanny Wujkowskiej z list Ligi Prawicy Rzeczypospolitej (LPR)
Wujkowska powalczy w Warszawie

Co robi nazwisko pułkownika Lesiaka, odpowiedzialnego za inwigilację Kaczyńskich, w klipie wyborczym Platformy Obywatelskiej?
Samobój PO

Rozmowa z Romanem Giertychem, prezesem LPR
Jak lewica z prawicą

Przypatrując się kampanii wyborczej, która przynajmniej jak na razie jest dość umiarkowana, warto zwrócić uwagę na niektóre jej wątki. Spróbujmy rozważyć dwie sprawy, a mianowicie znaczenie debaty telewizyjnej Kaczyński - Kwaśniewski oraz czy dojdzie po wyborach do zawiązania się koalicji PO - LiD.
Czerwono-różowy układ

Co musiałoby się stać, żeby nie doszło do rozwiązania tego parlamentu? - Musiałaby się utworzyć nowa wiarygodna większość. Jednak gołym okiem widać, że wszyscy gracze są już sobą zmęczeni i jakkolwiek nie można wykluczać tej ewentualności...
Tusk znowu przegrywa ostatnią prostą

Decyzję co do składu parlamentu V kadencji Polacy podjęli w konstytucyjnym terminie 25 września 2005 roku. Wybory do Sejmu, który składa się z 460 posłów, wygrało Prawo i Sprawiedliwość
Sejm w pół drogi

Spot wyborczy pt. Orędzie premiera
Orędzie premiera (video)

Kot Sylwester
Google