Podejrzana w aferze korupcyjnej Beata Sawicka, do niedawna posłanka PO, starała się wyrobić sobie dobre kontakty w instytucjach kontrolnych: NIK i PIP Posłanka Beata Sawicka, do niedawna reprezentująca Platformę Obywatelską, podczas środowej konferencji prasowej w Sejmie kłamała, twierdząc, że nie miała dostępu do tajnych dokumentów. Jak ustalił "Nasz Dziennik", Sawicka, która za ustawienie przetargu na Helu wzięła od biznesmena - agenta CBA, 100 tys. zł, poszukiwała możliwości wyrobienia sobie dobrych kontaktów w Najwyższej Izbie Kontroli i Państwowej Inspekcji Pracy. Teraz jej koledzy z sejmowej Komisji ds. Kontroli Państwowej chcą, by temu wątkowi również przyjrzała się specjalna komisja śledcza.
Czy złapana na gorącym uczynku podczas przyjmowania łapówki za ustawienie przetargu na Helu posłanka Beata Sawicka, bohaterka wymierzonej w CBA kampanii prowadzonej obecnie przez polityków PO i LiD - oprócz skandalicznej oferty "pomocy w prywatyzacji" szpitali chciała rozszerzyć swoje polityczno-biznesowe wpływy na tak ważne instytucje kontrolne jak: Najwyższa Izba Kontroli i Państwowa Inspekcja Pracy? Niewykluczone. Jak ustalił "Nasz Dziennik", Sawicka, która nie wykazywała się szczególną aktywnością podczas prac sejmowej Komisji ds. Kontroli Państwowej, za wszelką cenę usiłowała dotrzeć do prominentnych pracowników właśnie NIK i PIP.
- Sawicka aktywizowała się w obecności ludzi z tych instytucji. Wtedy kładłem to na karb jej zainteresowania pracą nad ustawami, teraz - z perspektywy ostatnich wydarzeń - wygląda to nieco inaczej - mówi nam jeden z członków Komisji ds. Kontroli Państwowej.
We wtorek CBA ujawniło nagranie operacyjne dowodzące, że posłanka Beata Sawicka wzięła łapówkę. Sawicka została zatrzymana przez Biuro w momencie przyjmowania łapówki w zamian za pomoc w ustawieniu przetargu na zakup działki na Helu. Z przedstawionych we wtorek nagrań wynika, że liczyła ona także na robienie interesów w związku ze spodziewaną przez nią po wyborach prywatyzacją w służbie zdrowia. Jednak - jak można było zaobserwować na odtajnionych taśmach z nagraniem - Sawicka usiłowała przekonać swojego rozmówcę - agenta CBA podszywającego się pod biznesmena - że zna szereg wpływowych osób, które również na innych płaszczyznach działalności mogą pomóc w "biznesie". Na to, że nie chodziło o uczciwe przedsięwzięcia, wskazuje nomenklatura używana przez byłą posłankę Platformy Obywatelskiej, która mówiąc o interesach, nazywała je "kręceniem loda".
W półświatku przestępczym terminem "kręcenia lodów" określane jest nielegalne, najczęściej korupcyjne przedsięwzięcie dotyczące majątku państwowego. Czy do tego celu Sawickiej potrzebne były kontakty z NIK i PIP?
- Nie mam informacji na ten temat. Wszystkie informacje, które posiadaliśmy i mogliśmy ujawnić, przedstawił minister Mariusz Kamiński na konferencji prasowej - ucina Temistokles Brodowski z biura prasowego Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
Jednak jak się dowiedział "Nasz Dziennik", próby pozyskania znajomych w środowisku NIK i PIP w wykonaniu Sawickiej były wręcz nachalne i przekraczały granicę zwykłego zainteresowania parlamentarzysty tematyką prac. Zdaniem jednego z naszych informatorów - ewentualne pozyskanie takich kontaktów mogłoby stwarzać jej szansę na wcześniejsze dotarcie do wyników prowadzonych kontroli.
- Można wręcz powiedzieć, że kiedy pojawiali się ludzie mający wpływy, znajomości w NIK, to wręcz przyklejała się do rozmówcy. Bardzo szybko chciała przejść na etap koleżeńskiej znajomości. Być może miała taki charakter, tego nie wiem, ale będziemy wnioskować, by - jeśli powstanie w jej sprawie komisja śledcza - również zbadała tę kwestię - mówi "Naszemu Dziennikowi" poseł Tomasz Górski z sejmowej Komisji ds. Kontroli Państwowej.
Jak ustaliliśmy również - podczas czwartkowej konferencji prasowej, na której Beata Sawicka zalewała się łzami i oskarżyła CBA o lincz - kłamała, twierdząc, że jako posłanka nie miała dostępu do informacji niejawnych.
- Bzdura. Oczywiście nie miała dostępu do informacji, do których potrzebne są specjalne licencje wystawiane przez służby specjalne. Ale uczestniczyła w zamkniętych posiedzeniach Komisji ds. Kontroli Państwowej, na której prezentowano pewne informacje jeszcze przed ich upublicznieniem - mówi nasz informator, jeden z członków komisji. Wojciech Wybranowski
Dodane przez wybory
dnia październik 19 2007 20:27:31 ·
0 Czytaj dalej-komentuj-oceń ·
429 Czytań ·
Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej
Do 29 września publiczne media otrzymają od Państwowej Komisji Wyborczej wykaz zarejestrowanych komitetów wyborczych. Emisja bezpłatnych reklam rozpocznie się 15 dni przed wyborami.
Przed wyborami Polacy zawsze mają problemy: kogo wybrać, na kogo głosować itd. Najtrudniejsza sprawa jest z tymi, którzy mówią: ja tam nie będę na nikogo głosować, niech sobie tamci wybiorą, kogo chcą
Tusk zaprezentował swoje dość szczególne pojmowanie demokracji, publicznie występując z wyraźną aprobatą dla niekonstytucyjnych działań, które obliczone były na umocnienie władzy Wałęsy
Podobnie jak w całym kraju gorączka wyborcza powoli ogarnia Podkarpacie, nie bez powodu uznawane za bastion prawicy. To właśnie tu postkomunistyczne ugrupowania od lat doznają sromotnej klęski.
Kampania wyborcza w dobie obecnej jest po prostu grą marketingowców. W sztabach partyjnych wynajęci ludzie z biznesu zwanego PR dwoją się i troją, aby maksymalnie wylansować produkt pt. partia polityczna.
Poniedziałek był dla Donalda Tuska dniem trudnym. Skoro został pominięty w telewizyjnej debacie, nikt właściwie nim się nie zajmował. Ponieważ jednak Tusk bardzo pragnął, by w gorący poniedziałkowy wieczór media jednak wspominały jego nazwisko, obojętnie z jakiego powodu, wymyślił sobie i w poniedziałek rano ogłosił - wielką powyborczą koalicję PiS-PO-LiD-PSL.