Katolicka nauka społeczna zachęca rządzących do politycznej roztropności. Przy czym do warunków tej roztropności zalicza m.in. umiarkowanie, dbanie o równowagę w państwie i społeczeństwie, ale też liczenie się z możliwościami realizacji zamierzeń. Polityka powinna uzgadniać poszczególne interesy, inicjować kompromisy, wyczuwać właściwe momenty do skutecznego przeprowadzenia oczekiwanych reform.
Polski rząd oraz Prawo i Sprawiedliwość są zgodnie atakowane przez lewicę postkomunistyczną, liberałów i zwyczajnych awanturników politycznych. Szkoda, że do tego jazgotu dołączają się ludzie niewątpliwie uczciwi i ideowi, którzy krytykują politykę PiS, jakby zapomnieli, że jeszcze niedawno stali z nami w jednym szeregu i wspólnie toczyli boje z siłami politycznej destrukcji i światopoglądowej anarchii. Boli, gdy przyjaciele prowadzą do rozłamu, stają się wrogami i zaciekle atakują, przyczyniając się do zwiększenia szans na wyborcze zwycięstwo wrogów Polski katolickiej.
Nie ma wątpliwości, że moralną racją uczestniczenia w polityce jest służba na rzecz dobra wspólnego. Ale pamiętajmy, że zgodnie z katolicką nauką społeczną służba temu dobru jest efektywniejsza wtedy, gdy jest realizowana podczas uczestnictwa w sprawowaniu władzy, bo tylko posiadając moc rządzenia, można krok po kroku realizować program dobry dla Polaków. Prawo i Sprawiedliwość jest projektem politycznym, który urzeczywistnia ideę wielkiej partii centroprawicowej, takiej, która jest w stanie wygrywać kolejne wybory, rządzić państwem i powoli, acz konsekwentnie realizować swój program.
W takiej partii z przyczyn oczywistych musi być miejsce i dla konserwatystów, i dla narodowców, i dla chrześcijańskich demokratów, i dla ludowców, a także dla tych posłów, którzy nie operują pojęciami ideologicznymi na określenie swoich poglądów, ale którzy zwyczajnie są osobami wierzącymi, nie lubią lewicy i liberałów, brzydzą się kłamstwem i złodziejstwem. Taka zbieranina ludzi dobrej woli, ale często wywodzących się z różnych środowisk i tradycji politycznych, w sposób naturalny może prowadzić do konfliktów.
Kompromis, choć często i jakże niesłusznie odbierany pejoratywnie, jest pojęciem niezwykle ważnym w polityce i wymagającym wysiłku wszystkich stron. Niekiedy, gdy chodzi o pryncypia ideowe, a do takich należy obrona życia poczętego, bardzo trudno o kompromis. Dla katolików jest on właściwie niemożliwy. Jednak ów brak kompromisu, który doprowadził do odejścia z Prawa i Sprawiedliwości kilku kolegów, wbrew pozorom nie dotyczył stosunku do życia poczętego. Tu dla nikogo nie ma wątpliwości, że życie ludzkie od poczęcia ma wartość absolutną i niedyskutowalną. Rzecz rozbiła się o taktykę polityczną, tj. o wybór czasu i ścieżki do osiągnięcia pożądanego celu. Gdy taktyka podporządkowana jest dobru wspólnemu, a tu niewątpliwie tak było, możemy mówić nie o zdradzie chrześcijańskich postulatów, lecz o politycznym realizmie, który kazał przewidzieć klęskę i chciał ją zminimalizować, a w sprzyjających okolicznościach przekuć na sukces.
Podczas trudnych zmagań o zmianę Konstytucji RP liderom Prawa i Sprawiedliwości nie chodziło, w przeciwieństwie do polityków Ligi Polskich Rodzin, o nic nieznaczącą demonstrację przywiązania do wartości katolickich, o piękne, acz w danej chwili puste deklaracje, lecz o posunięcie sprawy do przodu w wymiarze możliwym do zrealizowania, choć wymiar ten był niezadowalający. Znając układ preferencji ideowo-politycznych w Sejmie, przewidywano, że postawa "wszystko" albo "nic" może doprowadzić do "nic". Nie jest to kwestia zmarnowanej szansy. Wobec jednoznacznie wrogiej postawy Platformy Obywatelskiej takiej szansy realnie nie było, o czym ostatecznie mogliśmy przekonać się dopiero w chwili głosowania. Bo choć, jak nauczał Jan Paweł II, większość nie rozstrzyga prawa moralnego, któremu każda działalność publiczna powinna być podporządkowana, to jednak większość sejmowa, także ta nieuznająca nauczania Papieża Polaka, współdecyduje o kształcie poszczególnych ustaw. Dotyczy to również głosowania nad projektami ustawowego zakazu pracy w niedziele i święta. Osiągnęliśmy zakaz pracy w święta, bo tylko to w tym Sejmie było możliwe do przegłosowania.
Grupa posłów, opuszczając Prawo i Sprawiedliwość po głosowaniach nad zmianą Konstytucji RP, miała swoje indywidualne racje moralne. Racje te każdemu posłowi, zgodnie z jego sumieniem, nakazywały takie a nie inne głosowanie, a potem pozostanie lub opuszczenie szeregów PiS. Jednak liderzy partii obok indywidualnych racji moralnych muszą mieć jeszcze poczucie odpowiedzialności za społeczeństwo, które oczekuje jedności i wspólnej walki nie tylko w sprawie ochrony życia poczętego, ale także w wielu innych sprawach. Bo choć obrona życia poczętego jest niewątpliwie jedną z najważniejszych kwestii do rozwiązania, przed jakimi stanął ten Sejm, to jednak jest to ledwie cząstka programu naprawy Polski, na który potrzeba nie dwóch, nie czterech lat, ale władzy Prawa i Sprawiedliwości przynajmniej przez dwie pełne kadencje Sejmu.
Nasi koledzy zarzucają nam, że Prawo i Sprawiedliwość jest pchana ku prawicy laickiej, ale opuszczając szeregi naszej partii, sami się do tego przyczyniają. Za wnioskami mniejszości zgłoszonymi przez Ligę Polskich Rodzin głosowało ok. 60 posłów Prawa i Sprawiedliwości. Po przegranym głosowaniu Marek Jurek wybrał odpowiedzialność za 5 posłów, którzy razem z nim opuścili nasze szeregi, a "osierocił" pozostałych 55, którzy pozostają w szeregach PiS. Ci, którzy pozostali, doskonale rozumieją, że wciąż jedyną szansą dla Polski jest zwarta, silna, ale też różnorodna ideowo partia Prawo i Sprawiedliwość, gdzie pozycja konserwatystów i realizacja postulatów katolickich zależy od siły skrzydła prawicowego, a przede wszystkim od powszechności i zakorzenienia zasad katolickich w wyborcach, którzy na konkretnych kandydatów oddają swoje głosy. Ci nasi koledzy, którzy prawicowo-konserwatywne skrzydło PiS istotnie osłabili, dziś, w obliczu wyborów, ponownie apelują o jedność prawicy, gdyż obawiają się sami walczyć o mandaty do Sejmu. Gdzie zatem był sens ich wychodzenia z Prawa i Sprawiedliwości? Ja osobiście mam nadzieję, że nasze drogi polityczne jeszcze kiedyś się zejdą.
Politycy tworzący Prawicę RP jeszcze niedawno oburzali się na działania Romana Giertycha, który, naszym zdaniem, instrumentalnie traktował hasło obrony życia poczętego, starając się osiągnąć swoje cele polityczne, wśród których najważniejszym było osłabienie, a nawet rozbicie PiS. Jego polityka z ostatnich dni jest tego smutnym potwierdzeniem. Ci sami politycy, którzy tak krytykowali Giertycha, dziś naśladują lidera LPR w permanentnym i bezrefleksyjnym ataku na naszą partię, podobnie szermując hasłem obrony życia poczętego i chrześcijańskimi wartościami, na które chcą mieć monopol i na które chcą, niczym na wędkę, złowić katolickiego wyborcę. Na takie podejście, na krytykę Prawa i Sprawiedliwości pod sztandarem obrony zasad katolickich, a zarazem na polityczne popieranie w Sejmie liberalnej Platformy Obywatelskiej zgody być nie może. Podobnie nie może być zrozumienia dla pomysłu tworzenia kolejnej, choć ultraideowej, to jednak kieszonkowej partii prawicowej, która za chwilę może zniknąć ze sceny politycznej. I to dopiero będzie zmarnowanie ideowego potencjału, który w ramach Prawa i Sprawiedliwości mógłby nadal służyć Polsce. Doświadczenie młodej polskiej demokracji daje liczne przykłady zmarnowania bezcennych głosów katolickich.
Katolicka nauka społeczna zachęca rządzących do politycznej roztropności. Przy czym do warunków tej roztropności zalicza m.in. umiarkowanie, dbanie o równowagę w państwie i społeczeństwie, ale też liczenie się z możliwościami realizacji zamierzeń. Polityka powinna uzgadniać poszczególne interesy, inicjować kompromisy, wyczuwać właściwe momenty do skutecznego przeprowadzenia oczekiwanych reform, kształtować opinię publiczną w duchu prawdy i wreszcie, a nawet przede wszystkim, roztropnie troszczyć się o dobro wspólne. Czyż polityka Prawa i Sprawiedliwości nie jest właśnie taką polityką? Dr Artur Górski
PiS ku prawicy laickiej
We wstępie do broszury "Polska katolicka w chrześcijańskiej Europie", przedstawiającej działania posłów PiS (głównie środowiska skupionego wokół Marka Jurka) na rzecz obrony fundamentów chrześcijańskiej cywilizacji, Jarosław Kaczyński pisał: "To początek drogi - chcemy ją kontynuować jako partia, która zmierza do przejęcia odpowiedzialności za kierowanie sprawami Rzeczypospolitej". I dalej "zagwarantowanie zasadom chrześcijańskim należnego miejsca w życiu społecznym to niezbędny składnik moralnej naprawy Państwa, która jest celem polityki PiS".
Opisane w broszurze działania z okresu walki PiS o władzę, jak również słowa obecnego premiera, były publicznym zobowiązaniem się do obrony chrześcijańskiej tożsamości Polski i Europy, do uznania zasad chrześcijańskich za kryterium życia publicznego i ładu społecznego. Po wyborach mieliśmy nadzieję na praktyczną realizację tych deklaracji.
Rzeczywiście, w deklaracjach politycznych nic się nie zmieniło. Owszem, systematyczne wizyty premiera Jarosława Kaczyńskiego w Radiu Maryja, a nawet na pielgrzymce Rodziny Radia Maryja, sugerowały, że partia prezydencka jest wierna swoim wcześniejszym zobowiązaniom. Tymczasem prawie wszystkie próby ich realizacji napotkały na zdecydowany opór zarówno środowiska PC w PiS, jak i samego premiera.
Najbardziej znana sprawa to poprawki konstytucyjne dotyczące obrony życia dzieci nienarodzonych. Prawa ręka premiera, Przemysław Gosiewski, już nazajutrz po zgłoszeniu wniosku konstytucyjnego złożył mocne oświadczenie - PiS nie poprze propozycji LPR (PAP, 26.10. ub.r.). Tym samym rozpoczął kampanię zarówno negacji prawa do życia, jak i degradacji znaczenia prac konstytucyjnych rozpoczętych przy wsparciu wiceprezesa PiS Marka Jurka pod patronatem Prezydium Sejmu, z aprobatą wszystkich partii niekomunistycznych, z poparciem jednej trzeciej Sejmu.
To był sygnał to działań obstrukcyjnych, polegających najpierw na przeciąganiu prac, a gdy te już dobiegały końca - próbie (w połowie lutego) zmiany składu komisji przez sejmowy układ pragmatyczny: z inicjatywy Marka Kuchcińskiego, z poparciem Platformy Obywatelskiej. To było hasłem do zmasowanych demonstracji niechęci wobec prac konstytucyjnych, czego kulminacją była słynna narada marcowa dziennikarek w Pałacu Prezydenckim, zakończona apelem o niepotwierdzanie w Konstytucji godności ludzkiej dziecka poczętego.
Finałem kampanii obstrukcyjnej była dyspozycja Jarosława Kaczyńskiego, który zalecił posłom PiS niegłosowanie za zapisaniem w art. 38 Konstytucji, że życie chronione jest "od poczęcia do naturalnej śmierci". Z twardych apeli o niepopieranie zmian w art. 30 - potwierdzenie godności i praw przysługujących człowiekowi od momentu poczęcia - premier wycofał się na godzinę przed głosowaniem, pod presją bardzo stanowczej postawy marszałka Jurka.
Zasadniczym efektem PiS-owskiej obstrukcji był kompletny rozkład nacisku moralnego na posłów centrum, których poparcie dla zmiany konstytucyjnej zostało skutecznie i wymiernie obniżone - z 72 proc. w chwili rozpoczęcia prac do 60 proc. w momencie ich zakończenia. Twierdzenie Jarosława Kaczyńskiego, że poprawka konstytucyjna nie miała szans, oddaje jego intencje, ale nie realia tych prac. Szanse potwierdziły bardzo wysokie głosowania sejmowe; wystarczające do zmiany Konstytucji u początku prac i nadal bliskie tej zmiany u ich końca. Szanse te zostały skutecznie zmarnowane.
To najbardziej drastyczne wystąpienie przeciw chrześcijańskim postulatom społecznym nie było wcale jedynym. W tym samym czasie, gdy trwała akcja torpedowania prac konstytucyjnych, kierownictwo klubu PiS kazało posłom partii wycofać poparcie dla ustawy o zakazie pornografii. W tym samym czasie, gdy Marek Suski atakował zmianę Konstytucji jako rzekomo zagrażającą kobietom dotkniętym gwałtem, wycofano projekt ustawy broniący społeczeństwo przed głównym nośnikiem subkultury gwałtu i przemocy seksualnej, jakim jest pornografia.
Rząd Kaczyńskiego nie tylko zrezygnował ze starań o potwierdzenie w nowym traktacie europejskim szacunku Unii Europejskiej dla życia chrześcijańskiego narodów Europy, ale także zgodził się na przepisanie z konstytucji Giscarda wstępu świadomie pomijającego wartości chrześcijańskie. I stało się tak, mimo że postulat działań na rzecz chrześcijańskiego wymiaru Unii Sejm potwierdzał w poprzedniej kadencji ogromną większością głosów i stanowisko to musiały uznać nawet lewicowe rządy.
Drastycznym przykładem lekceważenia opinii katolickiej było odrzucenie przez PiS przepisów gwarantujących świąteczny, wolny od pracy, charakter każdej niedzieli. W tej sprawie kierownictwo partii zastosowało przymus dyscypliny partyjnej, któremu oparło się tylko dziesięciu posłów. Stało się tak mimo bardzo wyraźnego w tej sprawie stanowiska Jana Pawła II, który w swym Katechizmie (KKK 2188) uczył, że chrześcijanie powinni domagać się uznania niedziel za ustawowe dni świąteczne. Dla posłów PiS ważniejsza była dyspozycja Jarosława Kaczyńskiego, że domagać się nie powinni...
Te wszystkie działania pokazują, iż - pomimo zabiegów PiS o poparcie opinii katolickiej - partia ta w swej praktycznej polityce nie chce angażować się na rzecz wartości chrześcijańskich. W tej polityce Jarosław Kaczyński nie cofnął się przed łamaniem sumień posłów i zapowiedzi rewolucji moralnej.
Polityka, której celem jest tylko władza i zabiegi wyborcze, niesie zagrożenie wręcz nihilistyczne. W takiej polityce następuje pomieszanie środków i celów, deklaracje zasad nie określają celów, ale są sposobem pozyskiwania wyborców, nawet jeżeli są wzajemnie sprzeczne. Jarosław Kaczyński nie mówi tego samego w Radiu Maryja i w "Dzienniku".
Opinia katolicka miała prawo wierzyć w deklaracje PiS. Jednak partia roztrwoniła swój potencjał ideowy. Jarosław Kaczyński unieważnił wartości, dzięki którym jego partia odniosła sukces. Jego rząd nie podjął polityki na rzecz rodzin. Nie podjął też zaangażowania chrześcijańskiego w Europie. Zamiast Czwartej Rzeczypospolitej, państwa ładu moralnego, mamy politykę przejmowania Trzeciej Rzeczypospolitej.
Dziś PiS nabiera cech prawicy laickiej, pasującej do pseudoprawicowych partii zachodnioeuropejskich. Tam nie ma miejsca ani na pracę dla Europy chrześcijańskiej, ani na zaangażowanie na rzecz cywilizacji życia, ani na walkę z demoralizacją. Prawica laicka potrafi szantażować opinię katolicką niebezpieczeństwem otwarcie antychrześcijańskiej lewicy - w niczym jednak nie chce z nią podjąć rzeczywistej konfrontacji ideowej.
Dziś potrzebna jest odbudowa prawicy konsekwentnie broniącej wartości chrześcijańskich i katolickiej tożsamości Polski. Bo zastępowanie zasad agresją, wciąganie społeczeństwa w niekończące się konflikty, polityka dla polityki nie buduje ani ładu społecznego, ani więzi narodowej; mnoży jedynie chaos. Marian Piłka
Autor wystąpił z PiS wraz z marszałkiem
Markiem Jurkiem.
Dodane przez wybory
dnia wrzesień 08 2007 19:25:11 ·
0 Czytaj dalej-komentuj-oceń ·
759 Czytań ·
Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej
Stoi Tusk przy straganie i myśli: Czemu te jabłka takie drogie?! - To może gruszek szanownemu panu zważyć? Na wiosnę mróz był i kwiatki jabłoni zmroził, dlatego jabłka podrożały
olskie Stronnictwo Ludowe jest w stanie wejść w koalicję zarówno z Platformą Obywatelską, jak i z Prawem i Sprawiedliwością, choć ten pierwszy wariant ma na razie więcej zwolenników wśród działaczy PSL
Senator Platformy Obywatelskiej Stefan Niesiołowski od lat cieszy się sławą polityka emitującego w czasie swych wypowiedzi największą ilość decybeli. Zainteresowani przemyśleniami senatora-krzykacza winni być wdzięczni redakcji dziennika Rzeczpospolita. Gazeta zamiast dołączyć do numeru nagranie z wywiadem, jakiego udzielił Niesiołowski, po prostu wydrukowała tekst nagrania.
Donald Tusk zadeklarował wczoraj w Lublinie wyraźne zwiększenie finansowania polskiej kultury i była to jedyna pozytywna wiadomość, jaką miał do przekazania w czasie konferencji prasowej w foyer Teatru im. J. Osterwy w Lublinie.
Widok chwiejącego się na nogach czy bełkoczącego coś Aleksandra Kwaśniewskiego powoli przestaje już być czymś nadzwyczajnym. Były prezydent niewątpliwie wprawia tym w wielki kłopot młodych liderów SLD, którzy w swoim środowisku nie mają wystarczającego autorytetu, aby dwukrotnemu prezydentowi Polski zwrócić uwagę na zachowanie
Aleksander Grad, lider listy PO ziemi tarnowskiej, mówił o umowie społecznej Platformy z polską wsią, opartej na pięciu - jego zdaniem - mocnych, dobrych filarach
Polityka to taki boks, w którym wygrywa ten, kto zada więcej ciosów poniżej pasa - wymruczał Kot Sylwester, przymierzając krótkie sportowe spodenki i wielkie, czerwone rękawice bokserskie