Kampania wyborcza rozkręca nam się na dobre. Niestety można mieć wiele zastrzeżeń do jej jakości. Spory polityczne, programowe to wydawałoby się istota ustroju demokratycznego, jednak w Polsce AD 2007 debaty o najważniejszych naszych sprawach krajowych i zagranicznych zeszły jakby na bok. Można odnieść wrażenie, że te wybory sprowadziły się do walki na billboardy, spoty telewizyjne i radiowe, gdzie stosowane są różne chwyty z dziedziny marketingu politycznego. Zauważmy, że tak naprawdę w większości mediów bohaterami kampanii nie są kandydaci ani to, co mają do powiedzenia. Analizuje się natomiast to, czy lepszy spot ma PiS, czy PO. Partie stały się reklamowanym towarem.
Tabloidyzacja kampanii, skoncentrowanie się na efektach medialnych to najlepszy dowód na to, że życie polityczne przed wyborami bardzo nam się zamerykanizowało. W mediach widoczni są ci, którzy mają grube miliony na wykupywanie czasu antenowego, ci, którzy ostrzej zaatakują przeciwnika, niekoniecznie stosując czyste chwyty. Na kampanii swój wpływ odciskają przede wszystkim spindoktorzy, to oni ją reżyserują w najdrobniejszych szczegółach, ustalają, kto i co ma powiedzieć. Nawet "spontaniczne" zachowania polityków i ich sympatyków są w pełni reżyserowane. Mandat może więc zdobyć nie ten, kto ma lepszy pomysł na Polskę, ale ten, za kim stoi efektowniejsza kampania reżyserowana przez lepszych spindoktorów. Jakoś mało też słychać o spotkaniach z wyborcami.
Niestety, aż nadto widoczna jest także brutalizacja kampanii wyborczej, co przejawia się głównie w języku dysputy publicznej. Politycy zarzucają sobie kłamstwo, dokonywanie przestępstw, oszustw, nieczyste intencje. Jak w takim razie wyobrażają sobie współpracę po wyborach? Trudno będzie którejkolwiek partii zdobyć bezwzględną większość. Po wyborach trzeba będzie zawiązywać koalicję. Tylko jak to zrobić, skoro przyszli posłowie i senatorowie "obrzucają się nawzajem błotem"? Chyba że cała ta kampania to nie walka o idee i wartości, ale teatr i igrzyska dla gawiedzi... Być może właśnie brak autentycznej debaty publicznej jest powodem tego, że do urn ma zamiar iść mniej niż połowa Polaków. Wielu uznało być może, że nie warto po prostu wtrącać się do walki, lepiej jest pozostać widzem. Krzysztof Losz
Dodane przez wybory
dnia wrzesień 29 2007 21:32:26 ·
0 Czytaj dalej-komentuj-oceń ·
432 Czytań ·
Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej
Polski rząd oraz PIS są zgodnie atakowane przez lewicę postkomunistyczną, liberałów i awanturników politycznych. Szkoda, że do tego jazgotu dołączają się ludzie niewątpliwie uczciwi i ideowi, którzy krytykują politykę PiS, jakby zapomnieli, że niedawno stali w jednym szeregu i wspólnie toczyli boje z siłami politycznej destrukcji i światopoglądowej anarchii.
Były premier Włodzimierz Cimoszewicz potwierdził, że wystartuje w październikowych wyborach do Senatu jako kandydat niezależny z województwa podlaskiego.
Wybory parlamentarne z 2007 roku przyniosły pewne przewartościowania na scenie politycznej, dla niektórych być może nawet szokujące, ale też są kolejnym krokiem w kierunku stałego zmniejszania ilości partii politycznych obecnych w Sejmie.
Lokalni działacze Prawa i Sprawiedliwości założyli w Płocku klub Gazety Polskiej. Przewodniczącym został Marek Eryk Martynowski, wiceprezes tamtejszego PiS, kandydat na senatora
Wiemy już, kto jest głównym przeciwnikiem w nadchodzących wyborach dla Platformy Obywatelskiej. Nie jest nim wbrew pozorom Prawo i Sprawiedliwość, ale o. Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja.
Domagam się zaprzestania manipulowania i podawania nieprawdziwych, zniesławiających mnie informacji i ocen przez Platformę Obywatelską i natychmiastowego wycofania przedmiotowego spotu wyborczego i zaprzestania naruszenia moich dóbr osobistych, wizerunku oraz przeproszenia za dokonane naruszenia na forum publicznym, we wszystkich środkach przekazu, w których te spoty były emitowane.
Nawet w Rzeczpospolitej, tak bliskiej przez wiele lat Władysławowi Bartoszewskiemu, uznano za prawdziwą kompromitację jego wystąpienie na konwencji PO w Krakowie 29 września 2007 roku. Były minister spraw zagranicznych wystąpił tam z jadowitym atakiem na rząd Jarosława Kaczyńskiego, pełnym bezprzykładnych wręcz oszczerstw i pomówień