Pani Beata Sawicka z Platformy Obywatelskiej była członkiem Rady Służby Publicznej przy Prezesie Rady Ministrów, więc jest raczej pewne, że służbę publiczną miała w małym palcu. Służyła zresztą krajowi jako posłanka, a już Tadeusz Boy-Żeleński zauważył, że "praca posła ciężka, szczera; z rana poseł się ubiera, fagas listy mu otwiera, on tymczasem się wybiera... do Puchera!". Jak się ktoś w taki sposób wdroży do służby krajowi, to potem już nie bardzo może przestać. Toteż i pani Sawicka postanowiła zostać już nie posłanką, tylko senatoressą.
Żeby efektywniej służyć krajowi, zapisała się na kurs członków rad nadzorczych. Jak bowiem wiadomo, jeszcze w latach 90. Sejm uchwalił ustawę o komercjalizacji przedsiębiorstw państwowych "w celu innym niż prywatyzacja". Ten enigmatyczny cel stosunkowo łatwo odgadnąć zwłaszcza na kursach członków rad nadzorczych. Dawne skomercjalizowane przedsiębiorstwa państwowe, już jako spółki Skarbu Państwa, mają bowiem rady nadzorcze, w których zasiadają osoby służące w ten sposób krajowi swoim siedzeniem. Na przykład w swoim czasie w Radzie Nadzorczej PLL "LOT" usłużył krajowi swoim siedzeniem sam "profesor" Władysław Bartoszewski, znawca lotnictwa podziemnego. Traf chciał, że pani posłanka Sawicka zetknęła się na takim kursie z agentem CBA, który, jak to się kiedyś mówiło, "sunął do niej w koperczaki", czemu ona nie była przeciwna. Agenciak sprawiał bowiem wrażenie, że ma dryg do interesów, tzn., pardon - oczywiście do służenia krajowi, ale w taki sposób, żeby człowiek służący rósł razem z krajem.
"Słowicze dźwięki w mężczyzny głosie, a w sercu lisie zamiary!" - przestrzegał Mickiewicz. Agent lał miód w uszy senatoressy-kandydatki, która zaczęła robić mu zwierzenia, jak to można usłużyć krajowi przy prywatyzacji szpitali. - Jest nas troje, którzy tworzą prawo - rozmarzała się pani Beata, dodając, że "ci będą mieli fart, którzy pierwsi będą wiedzieć", i w taki oto sposób "biznes na służbie zdrowia będzie robiony". Wydawało się jej, że te rzeczy mówi w zaufaniu, pewnie słyszała, że "spisane będą czyny i rozmowy". "Spisane" - i ponagrywane. Toteż kiedy niedawno pani Beata, pozostając w służbie Narodu, została zatrzymana przez CBA w trakcie przyjmowania łapówki za ustawienie przetargu na zakup działki na Helu, CBA ujawniło nagrania biznesowych rozmów z agentem. W rezultacie zobaczyliśmy ją w Sejmie rozbeczaną i lamentującą, że "ukamienowano ją za życia". Najwidoczniej musiała sobie wyobrażać, że uprosi szefa CBA Mariusza Kamińskiego, żeby nie publikował nagrań przed wyborami. Ciekawe, czy ze swej strony oferowała CBA swoje usługi w charakterze kreta w Platformie, a jeśli tak - to dlaczego oferta została odrzucona? Bo najwyraźniej została, i pani Beata podsumowała swoją sytuację konkluzją, iż zgubiły ją "wiara i zaufanie do drugiego człowieka". Ano, służba krajowi to nie żarty; tutaj lepiej nie ufać nikomu, nawet samemu sobie, a cóż dopiero jakiemuś "drugiemu człowiekowi".
A jednak, kto raz był królem, ten zawsze zachowa majestat - i pani Beata raz jeszcze, być może ostatni, usłużyła krajowi swoim upadkiem, odsłaniając przed naszymi oczyma, o co tak naprawdę walczą w kampanii wyborczej kandydaci na polityków i dlaczego pod pretekstem naszego dobra utrzymywany jest w Polsce tak szeroki sektor publiczny, zwany wulgarnie "korytem". Czyż nie powinniśmy okazać jej za to choć odrobiny wdzięczności? Stanisław Michalkiewicz
www.michalkiewicz.pl
Dodane przez wybory
dnia październik 19 2007 20:56:08 ·
0 Czytaj dalej-komentuj-oceń ·
362 Czytań ·
Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej
Od poniedziałku w telewizji widzimy spoty komitetów wyborczych partii startujących w tegorocznych wyborach. W ramach nieodpłatnych emisji TVP pokaże łącznie 33 godziny tego typu programów.
Jednak kampania wyborcza na coś się przydaje - stwierdził Kot Sylwester, nasz niezależny wyborczy ekspert, ze zdziwieniem konstatując, że politycy zamiast kleić plakaty, rozmawiają ze sobą, i co ważniejsze - z wyborcami.
Ostatniej nocy nasz wyborczy ekspert, wybitny specjalista do spraw nabijania myszy na haki, gwiazda telewizyjnych reklamówek - czyli po prostu Kot Sylwester, spał wyjątkowo niespokojnie. Miauczał, parskał, drapał pazurami.
Poprawa bezpieczeństwa ruchu drogowego to jedna z ważniejszych spraw, jaką obiecuje załatwić po wyborach Polskie Stronnictwo Ludowe. Ludowcy nie kryją, że z tego powodu najlepiej byłoby, aby przyszły premier pochodził z... PSL.
Co musiałoby się stać, żeby nie doszło do rozwiązania tego parlamentu?
- Musiałaby się utworzyć nowa wiarygodna większość. Jednak gołym okiem widać, że wszyscy gracze są już sobą zmęczeni i jakkolwiek nie można wykluczać tej ewentualności...
Liderowi Platformy Obywatelskiej znów się nie udało. Tak przynajmniej twierdzi szkocki tygodnik Sunday Mail. Wojażujący po Wielkiej Brytanii Donald Tusk nie namówił bramkarza Celtiku Glasgow - Artura Boruca, do wsparcia kampanii wyborczej PO.
Piątkowe rozwiązanie Sejmu połączone było z wybuchem radości największych ugrupowań politycznych. Można było odnieść wrażenie, że realizuje się plan zarówno opozycji, jak i PiS. Podstawowe dziś pytanie dotyczy tego, co przynieść mogą zbliżające się wybory. Czy rzeczywiście spowodują istotne zmiany na scenie politycznej?
Powróci era Leszka Millera!
Powrócą chwasty,
które siał Czarzasty;
Tylko dewotki nie chcą Sobotki!
Filmowy Lew, z Opola Lwica;
- ma się czym chwalić polska lewica!
Nie boi się haka,
kto zna Kiszczaka!
Dla nas się liczy tylko klasyka, czytamy Urbana albo Michnika.