Niedzielny wieczór wyborczy po wielokroć zasmucił. Już na starcie pokaz niekompetencji dała Państwowa Komisja Wyborcza. Niestety, zdaje się, że do etosu polskiego urzędnika należy bycie zaskakiwanym: w zimie przez śnieg, w lecie upał, a w dniu wyborów zaskakującym zjawiskiem okazali się obywatele przy urnie. PKW po prostu "nie była przygotowana na tak wielką frekwencję". Frekwencja ta jednak wcale aż tak wielka nie była. Przekroczyła nieznacznie 50 proc. uprawnionych do głosowania, co w porównaniu z innymi krajami europejskimi jest nadal wynikiem najsłabszym.
Pierwsze rezultaty badań ankieterskich poznaliśmy wreszcie po trzech godzinach oczekiwania o godz. 22.55. Wybory, zgodnie z przewidywaniami, wygrała Platforma Obywatelska z prawie dziesięciopunktową przewagą nad Prawem i Sprawiedliwością. Można by w tym miejscu zapytać, dlaczego tak się stało i czemu przewaga PO okazała się tak wielka, że aż zaskakująca dla samych zwycięzców. Niestety, wydaje się, że Jarosław Kaczyński przegrał te wybory na własne życzenie. Istotnie, medialna kampania antypisowska prowadzona była przez ostatnie miesiące w sposób wyjątkowo brutalny. Zaangażowano w niej wszelkie możliwe "autorytety" na czele z tak wysłużonymi propagandystami jak Bartoszewski i Geremek. Czy jednak odpowiedź PiS na te ataki była merytoryczna i wystarczająco stanowcza? Samorozwiązania Sejmu domagał się przecież nie kto inny jak lider Prawa i Sprawiedliwości. Zostało ono przeprowadzone w najmniej korzystnym, z punktu widzenia tej partii, momencie. Po przegranej sprawie traktatu konstytucyjnego, pierwiastka i Joaniny. Po spektakularnym usunięciu z rządu grupy Kaczmarka - pewnie skądinąd słusznym, ale pokazującym premiera jako człowieka, który nie potrafi we właściwy sposób dobierać sobie ludzi. Nieustanna krytyka koalicjantów też zapewne PiS nie pomogła. Lustracja w Kościele - poza nim już niestety nigdzie - sprawa abp. Wielgusa, głosowanie przeciwko zmianom w Konstytucji, które mogły pomóc chronić życie Polaków w zdemoralizowanej Unii to kolejne wpadki premiera i jego ugrupowania. W czasie bezpośrednio poprzedzającym wybory Jarosław Kaczyński także popełnił wiele błędów. Na debatę z Tuskiem nie wolno było się godzić. Przywódca Platformy raz za razem punktował w niej premiera, który nie znajdował przeciw jego zarzutom sensownych argumentów. Trudno przecież tłumaczyć się, że musiało się zrobić coś pod naciskiem albo by zadowolić zachodnich partnerów. W rezultacie przegrana przez Kaczyńskiego debata nie przysłużyła się PiS w najmniejszym stopniu.
Co nas zatem czeka teraz pod rządami Platformy? Nietrudno przewidzieć, że obiecywane w kampanii wyborczej cuda nie nastąpią. Nastąpi natomiast na pewno cofnięcie Polski o kilka lat i całkowite jej podporządkowanie instytucjom Unii Europejskiej. Polska fascynacja Zachodem ma długą tradycję i spowodowana jest wysokim poziomem życia materialnego oraz rozwiniętą techniką, jaką rzeczywiście możemy obserwować w bogatych krajach europejskich. Nie można wszakże zapominać, że równocześnie przeżywają one bardzo trudny duchowo okres zwany "postmodernizmem", który jest zasadniczo sprzeczny z cywilizacją chrześcijańską. Czy chcemy zatem takiej Polski? Chyba nie. Głosowanie na PO było wyraźnie plebiscytem przeciwko Prawu i Sprawiedliwości. A z jego wyników na pewno warto wyciągnąć wnioski na przyszłość. Agata Gardas
Dodane przez wybory
dnia październik 24 2007 20:18:45 ·
0 Czytaj dalej-komentuj-oceń ·
574 Czytań ·
Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej
Ćwierć miliona złotych warte było dla posłanki Platformy Obywatelskiej Beaty Sawickiej i burmistrza Helu Mirosława W. ustawienie przetargu na nieruchomość, której wartość szacuje się na kilkadziesiąt milionów złotych.
Wojna na spoty reklamowe trwa. Tusk jest dziki, Tusk jest zły. Tusk ma bardzo ostre kły. To by mogła być właściwie pozytywna reklama przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. Dzieci przecież bajki lubią.
Lewica i Demokraci pilnie przygotowują się do niechybnie nadchodzących wyborów parlamentarnych. Były prezydent Aleksander Kwaśniewski osobiście oświadczył, że stanie na czele Komitetu Wyborczego LiD.
Wybory parlamentarne z 2007 roku przyniosły pewne przewartościowania na scenie politycznej, dla niektórych być może nawet szokujące, ale też są kolejnym krokiem w kierunku stałego zmniejszania ilości partii politycznych obecnych w Sejmie.
Kampania wyborcza zdaje się powoli dobiegać końca. Mamy już za sobą trzy dość istotne debaty telewizyjne pomiędzy przedstawicielami głównych, choć oczywiście nie jedynych sił politycznych.
Trzy stacje telewizyjne: TVP 2, TVN 24 i TV Biznes, oraz publiczne radio będą transmitować na żywo poniedziałkową debatę premiera Jarosława Kaczyńskiego i Aleksandra Kwaśniewskiego. Kaczyński nie odżegnuje się też od debaty z Donaldem Tuskiem, ale będzie z nim rozmawiał dopiero wtedy, gdy Tusk publicznie stwierdzi, że po wyborach PO nie stworzy koalicji z Lewicą i Demokratami.
Szybka kampania wyborcza związana z samorozwiązaniem parlamentu ma swoją logikę. Stosowana jest najbardziej zaawansowana socjotechnika i wykorzystywane są typowe chwyty marketingowe mające wypromować stosujące je partie polityczne.