Tego dnia Kot Sylwester, specjalista od nabijania myszy na haki, samozwańczy ekspert od przedwyborczych plotek, czuł się wyraźnie zmęczony: kampanią, wybieraniem lewicowej przyszłości, "normalnością" w wydaniu partii złośliwie LITR-em ostatnio nazywanej, nie bez powodu jeno z racji ukraińskich wyczynów mopsa Olcia - owemu ugrupowaniu LiD-erującemu. Postanowił poświęcić się "kulturze elit i salonów".
- Białe myszki w czerwonych krawatach widzę - zapiszczał rozpaczliwie Sylwester - kiedy czerwone oblicze mopsa Olcia po raz kolejny pojawiło się na ekranie telewizora, przekonując, że jeden czy dziesięć, co za różnica, niech żyje wolność. Tego Sylwestrowi było już za wiele.
- Dzień bez polityki - postanowił nasz wyborczy kocur i zdecydowanym ruchem pazura przełączył telewizor na popularną stację. Ale to, co usłyszał, sprawiło, że wąsy stanęły mu dęba. Oto bowiem jakiś typek o twarzy nieskażonej myśleniem, w przybrudzonym dresie z kapturkiem, zawodził o tym, że zabije prezydenta Rzeczypospolitej. Artysta polskiego hip-hopu, jak owego "Hukosa" przedstawiła spikerka, bełkotał: "Hej, pan prezydent, jeszcze dzisiaj zabiję go, bo pan prezydent w tym kraju to całe zło".
- O tempora, o mores, w każdym innym kraju, od Stanów Zjednoczonych poczynając, na liberalnej Francji kończąc, owym wyjcem zainteresowałyby się specsłużby i prokuratura, bowiem podżeganie do nienawiści i nawoływanie do zbrodni jest karane - zamruczał Kot Sylwester. - A w Polsce?
Nasz wyborczy doradca, Kot Sylwester nie czekał długo na odpowiedź. Już kilka minut później na ekranie telewizora pojawiły się gadające głowy z kręgów salonu elit intelektualnych.
- W tym tekście nie ma żadnej groźby karalnej, która mogłaby być zrealizowana - zapewnił salonowy pieszczoch Mruczek Zbysio, z Helsińskiej Fundacji, co to z lustracją walczyła.
- Słowa "Hukosa" mieszczą się w granicach wolności artystycznej - oświadczył autorytatywnie ulubieniec lewackich mediów, profesor Piotruś Pan, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego.
- Ha! Będę artystą, śpiewać każdy może! - zamiauczał Sylwester, przypominając sobie, że już z przedszkola uciekł do Opola.
To nic, że nie miał plastikowego biustu, nie latał z byłym prezydentem-socjalistą do Korei ani nie miauczał pod dyktando elit jak pewne rockowe dinozaury odkopane na potrzeby kampanii wyborczej. Grunt, że miał pomysł na piosenkę. Kot Sylwester niemal czuł, jak w jego głowie rodzi się nowy, hip-hopowy przebój jesieni: "Pijanego Olka wykopię ze stołka,/ Obedrę ze skóry za lewackie bzdury/ A Leszka Millera - 'Olej' sponiewiera...". Wojciech Wybranowski
Dodane przez wybory
dnia wrzesień 29 2007 21:57:48 ·
0 Czytaj dalej-komentuj-oceń ·
556 Czytań ·
Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej
Był to pierwszy lubelski proces w trybie wyborczym. I chyba nie ostatni. Wiele wskazuje na to, że w kolejnym Komitet Wyborczy PO pozwie radnego Kraśnika z PiS Mirosława Włodarczyka o rzekomo obraźliwą i nieprawdziwą wypowiedź w czasie sesji Rady Miasta, w której zarzucił on władzom Kraśnika, że z powodu wizyty w mieście Janusza Palikota zamknięto jedną z ulic.
Wojna na spoty reklamowe trwa. Tusk jest dziki, Tusk jest zły. Tusk ma bardzo ostre kły. To by mogła być właściwie pozytywna reklama przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. Dzieci przecież bajki lubią.
Miller: - Nie sądzę, abym startował w wyborach z ramienia Krajowej Partii Emerytów i Rencistów. Nadal jestem członkiem SLD, nie idę jeszcze do zamrażarki.
Od dawna zapowiadający, że w sobotę będzie bomba, przywódca Platformy Obywatelskiej Donald Tusk w jednym z sondaży przed II turą wyborów prezydenckich zdobył nawet 62 proc. poparcia społecznego. To się dopiero nazywa popularność
Ostatniej nocy nasz wyborczy ekspert, wybitny specjalista do spraw nabijania myszy na haki, gwiazda telewizyjnych reklamówek - czyli po prostu Kot Sylwester, spał wyjątkowo niespokojnie. Miauczał, parskał, drapał pazurami.
- Kiedyś mówiło się, że porządne afery potrafi zrobić SLD, natomiast czasy AWS pokazały, jak afery robi się nieudolnie. To chyba podstawowa różnica, choć wyrażona językiem publicystycznym.