Decyzja o przedwczesnych wyborach parlamentarnych była strategicznym błędem PiS Z dr. Mieczysławem Rybą, historykiem KUL, członkiem Kolegium IPN, rozmawia Wojciech Wybranowski
Jakie są, według Pana, powody przegranej PiS?
- Bezpośrednią przyczyną klęski wyborczej PiS była poprzedzająca wybory przegrana debata Kaczyński - Tusk. Jarosław Kaczyński powinien jej nie podejmować, i wydaje się, że taki pierwotnie był jego plan, a później z nieznanych przyczyn zmienił zdanie. Wystąpił w telewizyjnej debacie, w której lepiej dysponowany okazał się tym razem Donald Tusk. Drugą taką przyczyną klęski wyborczej PiS jest sprawa posłanki Beaty Sawickiej. Nagłośniona telewizyjnie afera została odebrana jako gra wyborcza, zaś wykonywane w tej sprawie ruchy były bardzo nerwowe i nie odwróciły już tendencji. To takie bezpośrednie przyczyny porażki. Natomiast, by mówić o fundamentalnych powodach wyborczej przegranej PiS, trzeba sobie powiedzieć, jakie cele zasadnicze postawiła sobie partia Jarosława Kaczyńskiego, który gdzieś na początku września zdecydował się na rozwiązanie Sejmu, zakładając, że uda mu się przejąć władzę mniej więcej w takich proporcjach, w jakich dzisiaj przypadła ona Platformie Obywatelskiej, czyli w zasadzie pozwalających rządzić samodzielnie, bez LPR i Samoobrony. Celem Kaczyńskiego było doprowadzenie PiS do stanu dużej partii prawicowej i wchłonięcie elektoratu LPR i Samoobrony. Chociaż, trzeba przyznać, że to wchłonięcie się udało, to jednak realnie PiS straciło władzę, a zapoczątkowane zmiany w państwie zostały zatrzymane w połowie drogi. Dalsza perspektywa polityczna to albo cztery lata w opozycji, albo mogą nastąpić jakieś rozłamy, pęknięcia wewnątrz PiS i może się to dla tej partii źle skończyć.
PiS liczy na coraz silniejsze podziały wewnątrz PO i ostatecznie rozłam Platformy.
- Szanse na osiągnięcie takiego efektu byłyby realne, gdyby to PiS wygrało wybory. Nawet nie w pięćdziesięciu procentach, ale realnie wygrało i miało misję tworzenia rządu, zaś Platforma jako alternatywę miała wybór pomiędzy współrządzeniem z PiS a współpracą z LiD. Wtedy część PO mogłaby zwracać się w kierunku PiS. Natomiast w obecnej sytuacji, kiedy Platforma robi polityczny ukłon w kierunku PSL, a PiS realnie nie jest w stanie żadnej koalicji stworzyć, to nie przypuszczam, by w Platformie nastąpił rozłam.
Powiedział Pan wcześniej, że jednym z powodów porażki PiS jest "sprawa Sawickiej". Podziałały łzy parlamentarzystki czy po prostu społeczeństwo jest już zmęczone ciągłym mówieniem o walce z korupcją?
- Nie tyle sama sprawa posłanki Sawickiej, ile odtworzenie na konferencji prasowej filmu CBA z zatrzymania posłanki. Odtworzenie tego filmu na kilka dni przed końcem kampanii wyborczej spowodowało ze strony Platformy pewną reakcję obronną, dość starannie wyreżyserowaną i skuteczną. Część elektoratu prawicowego i centrowego odebrała działania PiS jako grę wyborczą prowadzoną kosztem poseł Sawickiej. Stało się tak, mimo że zdecydowana większość Polaków opowiada się za walką z korupcją i zarzuty stawiane Sawickiej uznaje za słuszne. Tyle tylko, że gra tą sprawą przez PiS i zaangażowanie w nią służb specjalnych okazało się mniej skuteczne niż gra Platformy, która wmówiła Polakom, że w ten sposób niszczy się ludzi.
Liderzy PiS twierdzą, że nie przegrali z Platformą, ale że przegrali z mediami. Medialnym frontem antypisowskim...
- Myślę, że przede wszystkim Jarosław Kaczyński przegrał walkę sam ze sobą. Miał bardzo spokojne rządy, zasadniczo w wakacje podwaliny koalicji były mocne, a sam Kaczyński miał 90-95 proc. władzy, jeżeli weźmiemy pod uwagę główne sektory życia państwowego, koalicjanci byli powolni jego woli. Tymczasem premier zdecydował się na bardzo ostrą akcję - wybory, czego konsekwencją stała się porażka. Poniósł konsekwencje, moim zdaniem, błędnej decyzji. Bo łatwiejszych koalicjantów niż LPR i Samoobrona Kaczyński mieć nigdy nie będzie. Celem całej akcji w jego wykonaniu było wyeliminowanie LPR i Samoobrony z przestrzeni życia publicznego, ze sceny politycznej. Ten cel osiągnął, ale przy okazji stracił władzę. Jarosław Kaczyński jest graczem, który w polityce gra va banque, co pokazało choćby wymuszenie koalicji na LPR i Samoobronie. Ta gra va banque w jego wykonaniu przez całe dwa lata była skuteczna, rzeczywiście wygrywał coraz to większą władzę - tu też w wyborach zagrał va banque, o 100 procent, o pełnię władzy. Ale taka gra ma tę wadę, że co prawda można bardzo często wygrać poważną stawkę, ale kiedy się przegrywa, traci się wszystko. I tak też się stało.
Pana zdaniem, PiS podniesie się po tej porażce?
- To jest uwarunkowane wieloma czynnikami. Sytuacja jest trudna. Jeśli powstanie koalicja PSL - PO, będzie to sojusz dla PiS bardzo niewygodny, który trudno będzie atakować z punktu widzenia antykomunizmu. Owszem, PSL jest partią postkomunistyczną, ale jest też przez społeczeństwo odbierane jako takie w o wiele mniejszym stopniu niż LiD. Jest szansa, że PiS się odrodzi i przy pewnych błędach Donalda Tuska za cztery lata przejmie pełnię władzy, ale to zależy od tego, czy PO nie wykona zdecydowanych ruchów antypisowskich: po pierwsze, poprzez komisje śledcze - czy one coś wykryją, czy nie, jest w tym wypadku mniej istotne, ale one same w sobie poprzez swoje działania mogą osłabić pozytywny odbiór PiS w elektoracie. Druga sprawa, to czy w wyniku jakichś zakulisowych działań nie powstanie druga, obok PiS, prawicowa partia z podobnym programem. Tu przypomnę, że Kazimierz Marcinkiewicz przed wyborami poparł PO, i kto wie, czy nie byłby kandydatem do tworzenia alternatywnej względem PiS prawicowej partii.
Dziękuję za rozmowę.
Dodane przez wybory
dnia październik 24 2007 20:15:58 ·
0 Czytaj dalej-komentuj-oceń ·
1117 Czytań ·
Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej
- Byliśmy za becikowym i becikowe wymyśliliśmy, tylko uważaliśmy, że jak ktoś ma 1 mln zł dochodu rocznie, to ten 1 tys. zł nic mu nie pomoże i nie warto po prostu pieniędzy marnować. Cały plan przywracania porządku w polskich szkołach to był plan PiS, a nie plan pana Giertycha. Giertych robił to, co mu nakazywaliśmy - mówił premier.
- Nie wstydzimy się tego, co w niezwykle trudnym czasie, wśród niebywałej agresji ze strony opozycji i części mediów udało nam się zrobić - mówił premier Jarosław Kaczyński w Jaśle. Tym samym odniósł się do sobotniej wypowiedzi Donalda Tuska, który zapowiedział, że nie dopuści do władzy PiS, dopóki to ugrupowanie nie wytłumaczy się z bałaganu w kraju.
Z tej debaty zwycięsko wyszła Samoobrona. Na pierwsze pytanie o ułatwienia w założeniu firmy - Kwaśniewski bąkał coś tam, kręcił, ale nie potrafił nic powiedzieć, a Kaczyński w ogóle nic nie odpowiedział.
Lokalni działacze Prawa i Sprawiedliwości założyli w Płocku klub Gazety Polskiej. Przewodniczącym został Marek Eryk Martynowski, wiceprezes tamtejszego PiS, kandydat na senatora
Jako że kampania wyborcza do Sejmu zbliża się już do półmetka, Kot Sylwester, nasz niezależny wyborczy komentator, ekspert ds. wieszania myszy na hakach, postanowił wziąć się ostro do pracy. A że w modzie ostatnio lustracja, to i on postanowił dokładnie przyjrzeć się kandydatom.
Kampania wyborcza w dobie obecnej jest po prostu grą marketingowców. W sztabach partyjnych wynajęci ludzie z biznesu zwanego PR dwoją się i troją, aby maksymalnie wylansować produkt pt. partia polityczna.
W ferworze walki wyborczej opinii publicznej może być trudno zrozumieć niektóre polityczne posunięcia rządu, tym bardziej że półtora miesiąca przed wyborami opozycji chodzi już tylko o jedno - jak dołożyć przeciwnikowi.
Zmniejszenie dostępności do usług medycznych, zwłaszcza w sytuacji leczenia drogiego i długotrwałego osób pokrywających wyłącznie składkę NFZ, a nieposiadających dodatkowych ubezpieczeń prywatnych (prywatyzacja szpitali)