Przypatrując się kampanii wyborczej, która przynajmniej jak na razie jest dość umiarkowana, warto zwrócić uwagę na niektóre jej wątki. Spróbujmy rozważyć dwie sprawy, a mianowicie znaczenie debaty telewizyjnej Kaczyński - Kwaśniewski oraz czy dojdzie po wyborach do zawiązania się koalicji PO - LiD.
Otóż, gdy chodzi o pierwszą kwestię, trzeba na samym początku powiedzieć, iż na pewno nie miała ona na celu zmarginalizowania pozostałych ugrupowań politycznych przez PiS. Inicjatywa wyszła tu ze strony Aleksandra Kwaśniewskiego, który chciał na forum publicznym podyskutować z premierem Jarosławem Kaczyńskim o III i IV RP. Wyzwanie to, jak wiadomo, zostało podjęte przez premiera (bo czy można było go nie podjąć?), tym bardziej że nadarzyła się okazja, aby przedstawić społeczeństwu, czyli wyborcom (zwłaszcza tym nieprzekonanym czy w ogóle osobom zrażonym do polityki), o co i między jakimi siłami politycznymi tak naprawdę toczy się bitwa. Samo podjęcie owego pojedynku było dwojako interpretowane; jedni mówili, że tam, gdzie dwóch polityków toczy bój, tam każdy z nich wygrywa. Dziś już wiemy, że Kwaśniewski został pokonany podczas debaty, gdyż nie miał nic konkretnego do zaoferowania. Społeczeństwo już dawno przejrzało na oczy i nie da się nabrać na jego pozbawione treści słowa, którym kłam zadaje rzeczywistość oraz fakty. Celem LiD, jak to otwarcie powiedział jego lider, jest odsunięcie PiS od władzy oraz kontynuacja III RP, czyli przywrócenie oraz wzmocnienie starych korupcyjnych układów na styku gospodarki i polityki. Zbyt długo działania postkomunistów i tych, którzy z nimi współpracowali, skrywane były za oficjalną formą III RP. Chcieliby oni, aby nadal niczym parawan zasłaniała ich niecne działania.
Inni natomiast mówili, iż na owym pojedynku skorzysta Donald Tusk i jego ugrupowanie. Najbliższe wybory zweryfikują ową prognozę polityczną. Na razie wydaje się, iż sam lider PO nie bardzo w to wierzy i obmyśla strategię współdziałania z LiD po wyborach. Chociaż Tusk zdaje się nie pałać zbytnią sympatią do LiD (ale mogą to być tylko pozory), nie wyklucza koalicji z formacją postkomunistyczną. Można odnieść wrażenie, iż lider PO obawia się, że takie oficjalne zbliżenie mogłoby zaszkodzić wizerunkowi politycznemu jego partii, poza tym nie wiadomo, jakby się wtedy zachowało konserwatywne skrzydło PO. Niezależnie jednak od oficjalnych deklaracji Platforma podejmie cichą współpracę z LiD po wyborach parlamentarnych, tak jak to już było w przypadku UD, a później UW. Wynika to ze wspólnoty interesów, jaka od kilkunastu lat istnieje między tzw. czerwonymi a tzw. różowymi. Choć w ostatnich latach byli ze sobą skłóceni, to teraz w obliczu zagrożenia, jakim jest dla nich polityka obecnego rządu, w obawie przed ewentualnymi rozliczeniami zdają się na nowo do siebie przekonywać i zwierają szyki w obawie przed tymi, którzy chcą położyć kres korupcyjnym praktykom. Warto zauważyć, że taki scenariusz polityczny jest wielce prawdopodobny także i z tego powodu, iż LiD to nie tylko postkomuniści, ale także dawna Unia Wolności, czyli tzw. różowi. A przecież nietrudno zauważyć, że Platforma Obywatelska pod wieloma względami przypomina UW. Są to partie tylko z nazwy polskie, gdyż ich główne zadanie polega na tym, aby reprezentować interesy kapitału zagranicznego w Polsce. W związku z tym nie dziwi, że PO ma bliżej nieokreślony program (jeśli w ogóle go ma), ale się tym specjalnie nie przejmuje, gdyż chodzi przecież o to, aby zachować elastyczność i dyspozycyjność względem swoich zagranicznych czy krajowych oligarchicznych mocodawców. Nikogo zatem nie powinno specjalnie dziwić dokonujące się zbliżenie między PO a LiD. Pozostaje mieć nadzieję, iż fakt ten zostanie zawczasu właściwie zinterpretowany przez szeroki ogół społeczeństwa i wynik przyszłych wyborów nie tylko pokrzyżuje plany czerwono-różowym, ale umożliwi dalsze tworzenie nowej jakości życia politycznego, gospodarczego i społecznego przy współudziale wszystkich polityków mających na uwadze i realizujących autentyczne dobro całego kraju. dr Witold Landowski
Autor jest pracownikiem naukowym WSKSiM w Toruniu.
Dodane przez wybory
dnia październik 07 2007 22:17:12 ·
0 Czytaj dalej-komentuj-oceń ·
387 Czytań ·
Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej
Prokuratura Rejonowa w Szamotułach wszczęła śledztwo w sprawie ewentualnych nadużyć, jakich mogła dopuścić się Renata Beger przy sporządzaniu list z podpisami poparcia dla kandydatów Samoobrony w wyborach.
Podobno głównym atutem prezydentury Kwaśniewskiego był fakt, że nasz przywódca dobrze reprezentował Polskę za granicą. Teraz prezydentem już nie jest, ale w zachodniej Europie ciągle reprezentuje nasz kraj nie gorzej niż kiedyś w Charkowie.
To, co jest rozsądne dla Polski i co jest istotne dla zwykłego Polaka, warte jest wsparcia, a to, co jest eksperymentem społecznym czy gospodarczym, będzie przedmiotem ostrej krytyki
Od dawna zapowiadający, że w sobotę będzie bomba, przywódca Platformy Obywatelskiej Donald Tusk w jednym z sondaży przed II turą wyborów prezydenckich zdobył nawet 62 proc. poparcia społecznego. To się dopiero nazywa popularność
Nawiązujemy w swoim działaniu do tej wielkiej tradycji, która jest syntezą wszystkiego, co w ostatnich wiekach było w Polsce dobre i uczciwe, do tradycji Solidarności, która w kraju otoczonym ze wszystkich stron przez imperium próbowała doprowadzić do zmiany, do odrodzenia naszego życia
Telewizja Polska w poniedziałkowy wieczór po raz kolejny uraczyła widzów godzinną porcją politycznego kabaretu. Głównymi bohaterami przedstawienia byli tym razem Donald Tusk i Aleksander Kwaśniewski.
Ministerstwo Sprawiedliwości dowodziło, że zarzuty są kłamliwe, a o skuteczności działań Ziobry świadczy to, iż po dwóch latach jego rządów w tym resorcie mamy teraz o 400 przestępstw dziennie mniej niż przed dwoma laty, a obywatele czują się bezpieczniej.
Roman Giertych i Andrzej Lepper słusznie pozazdrościli wyborczych debat Jarosławowi Kaczyńskiemu i Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, i domagają się ich organizacji także ze swoim udziałem, jako liderami partii, które zarejestrowały listy w kraju
Kandydat LiD na premiera zdołał już zaliczyć pierwszą wpadkę podczas tej kampanii. - Może wypiłem jeden kieliszek wina, a może dziesięć. Mam prawo robić, co chcę, jestem wolnym człowiekiem...