Braterska współpraca
W ferworze walki wyborczej opinii publicznej może być trudno zrozumieć niektóre polityczne posunięcia rządu, tym bardziej że półtora miesiąca przed wyborami opozycji chodzi już tylko o jedno - jak "dołożyć" przeciwnikowi. Odwołanie przez prezydenta ministrów w celu uniemożliwienia poddania wniosków opozycji o ich odwołanie, a następnie ponowne powołanie tych samych osób na te same stanowiska rządowe opozycja komentuje jako naruszenie Konstytucji. Jedni mówią o naruszeniu przepisów materialnych ustawy zasadniczej, inni, nieco ostrożniej, o gwałcie na "duchu" ustawy. Są też głosy o możliwości pociągnięcia prezydenta do odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu.

Krytycy ostatnich posunięć premiera i prezydenta nie chcą pamiętać, że Platforma Obywatelska otrzymała od premiera list, wraz z uzasadnieniem, zawierający prośbę o wycofanie złożonych w Sejmie wniosków o wotum nieufności dla członków rządu, na który odpowiedziała odmowie. W tej sytuacji premier Jarosław Kaczyński wprowadził w życie posunięcie, które kompletnie zaskoczyło opozycję, a które najwyraźniej znane musiało mu być z historii polskiego parlamentaryzmu II RP.
Otóż wkrótce po przewrocie majowym w 1926 r. Sejm opanowały siły nastawione zdecydowanie wrogo do polityki Józefa Piłsudskiego. Izba pod zupełnie błahym pretekstem odwołała dwóch ministrów rządu premiera Kazimierza Bartla. Zgodnie z radą świetnego prawnika konstytucjonalisty Stanisława Cara Józef Piłsudski namówił premiera, by ogłosił dymisję całego swojego rządu. Tak też się stało. Następnie wtajemniczony w sprawę prezydent Ignacy Mościcki, tuż po dymisji rządu, powołał ponownie cały gabinet, włącznie z ministrami, w stosunku do których Sejm wyraził wotum nieufności. Ówczesna opozycja grzmiała, podobnie jak dzisiejsza, twierdząc, że zostały naruszone przepisy Konstytucji. Jasne jednak się stało, że próba destrukcji pracy rządu przez parlament (wskutek żądania odwołania jakiegoś niewygodnego ministra) będzie miała podobny finał. I tak jak przed 81 laty nie udowodniono naruszenia Konstytucji, tak nie udowodni tego dziś nawet prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień.
Oczywiście nie można odmówić Sejmowi możliwości kontrolowania rządu poprzez zgłaszanie wotum nieufności i odwoływanie ministrów. Tak było przed wojną i tak jest dzisiaj. Wszystko zależy jednak od okoliczności. Odwołanie wszystkich ministrów po przegłosowaniu samorozwiązania się Sejmu miało dla opozycji tylko jeden cel: utrącenie możliwości działania premierowi i politykom tworzącym rząd oraz powołanie w ich miejsce swoich ludzi. Jest oczywiste, że takie "zagranie", przed którym przestrzegał premier, mogło doprowadzić do sparaliżowania pracy całego rządu.
Jest jeszcze inne podobne wydarzenie z tego samego 1926 r., o którym powinna pamiętać obecna opozycja. Kolejna próba sił przeciwników obozu Piłsudskiego miała miejsce, gdy parlament zakwestionował przygotowany przez rząd budżet, wprowadzając w nim drastyczne cięcia. Odpowiedzią była ponowna dymisja rządu, który uznał, że otrzymał od parlamentu wotum nieufności i ponowne powołanie przez prezydenta ministrów w tym samym składzie, ale już z nowym premierem... Józefem Piłsudskim.
Współpraca, jaką dla ograniczenia destrukcyjnej roli Sejmu zaprezentowali wtedy premier, prezydent i rozgrywający, czyli Józef Piłsudski, była budująca. Dziś pod tym względem mamy jeszcze lepiej, bo współpraca między prezydentem i premierem, będącym równocześnie szefem największej partii w parlamencie, jest... braterska. A to się nigdy nie podobało opozycji.
Wojciech Reszczyński
Dodane przez wybory dnia wrzesień 17 2007 18:58:45 · 0 Czytaj dalej-komentuj-oceń · 451 Czytań ·



Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej








Wróć do strony głównej < < WYBORY < <
Na konwencję wyborczą Platformy Obywatelskiej w Gnieźnie Donald Tusk już od jakiegoś czasu zapowiadał bombę. Bomba wybuchła, ale już dzień wcześniej, i to Donaldowi Tuskowi w dłoniach.
Rokita z Kaczyńskim

- Brrrr, zimno, mokro - otrząsnął się z niekłamanym wstrętem nasz futrzany ekspert wyborczy i specjalista ds. nabijania myszy na haki. Choć temperatura powietrza oscylowała wczoraj poniżej zera, Kot Sylwester wpadł do redakcji przemoczony od wąsów aż po czubek ogona. Widząc zdziwione spojrzenia swoich kolegów, wyjaśnił niechętnie: - Byłem na exposé Donka. Trzygodzinne lanie wody.
Kot Sylwester i exposé

Spot wyborczy pt. Orędzie premiera
Orędzie premiera (video)

Lewica i Demokraci pilnie przygotowują się do niechybnie nadchodzących wyborów parlamentarnych. Były prezydent Aleksander Kwaśniewski osobiście oświadczył, że stanie na czele Komitetu Wyborczego LiD.
Stare wraca

Jarosław Kaczyński mówi: dosyć tego, i ponownie zapewnia, że Donald Tusk odpowie przed sądem za swoje słowa o uwłaszczeniu się środowiska braci Kaczyńskich na państwowym majątku na początku lat 90.
Tusk w sądzie, Kruk przed Trybunałem

Oceniając telewizyjne starcie premiera Jarosława Kaczyńskiego z byłym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, komentatorzy polityczni najczęściej uznawali, że walka zakończyła się remisem ze wskazaniem na premiera.
Wesołe sondaże

Nawet największym autorytetom medialnym zdarzają się chwile zwątpienia. Jacek Żakowski, najpoprawniejszy z poprawnych politycznie dziennikarzy, ogłosił w lewicowym tygodniku Polityka, że ciągle nie wie, na kogo powinien głosować
Żakowski na wyborczych rozdrożach

To, co premier powiedział, jest przesadne w formie, natomiast politycznie powinno prowadzić do tego, że PiS bardziej powinien zdać sobie sprawę z tego, że w pojedynkę nie wygra wyborów.
To przesadne porównanie

W Krakowie miała zostać zaprezentowana maskotka wyborcza Komitetu Wyborczego LiD.
LiDia zaprasza na wybory

Premier Jarosław Kaczyński dla Telewizji Trwam: Mamy swoje badania, z których wynika, że jesteśmy w stanie te wybory wygrać
PiS i PO gotowe na wybory

Kot Sylwester
Google